Telezakupy via Kraków
Zofia Leśniewska, Telezakupy via Kraków, Profit, nr 4, 2004 r.
Na telemarketingu można nieźle zarobić, trzeba tylko znaleźć odpowiednich klientów - najlepiej po drugiej stronie oceanu.
Dzień w dzień 2 tys. mieszkańców Chicago odbiera telefony od przedstawicieli firmy 7geo. Ich oferta: 150 dolarów za antenę i dekoder, czyli zestaw do odbioru telewizji satelitarnej Dish Network. Transport i montaż gratis. Czas na zastanowienie? Ależ nie ma sprawy, zadzwonimy ponownie w dogodnym terminie.
Potencjalny klient nie ma pojęcia, że rozmawiał właśnie z osobą pracującą w Cracow, Poland. Firma 7geo ma tam swoje centrum telemarketingowe. Gdy w Krakowie jest środek nocy, a w Chicago popołudnie, 30 pracowników na wyścigi sprzedaje zestawy Dish Net-work. Robert Lupa i Paweł Madej, szefowie i współwłaściciele 7geo, zapowiadają, że to dopiero początek podboju amerykańskiego rynku z krakowskich telefonów.
Pomysł stworzenia telecentrum pod Wawelem pojawił się trzy lata temu, gdy 28-letni dziś Robert Lupa zastanawiał się, jak sprzedawać zestawy Dish Network. Mieszkał w Chicago, był świeżo upieczonym dilerem tej sieci. Na początku sam docierał z ofertą do pojedynczych klientów, przede wszystkim polonusów. Szybko spostrzegł, że spore pieniądze może zarobić tylko zwiększając skalę przedsięwzięcia. Kupił bazę ze 100 tys. danych teleadresowych mieszkańców o polskich korzeniach. Przed wynajęciem biura przeanalizował cały biznes od początku. Bez wyłożenia kilkudziesięciu tysięcy dolarów interes nie miał szans.
Ale właściwie dlaczego call center koniecznie musi się mieścić w USA? Duże amerykańskie firmy, tnąc koszty, przenoszą je np. do Indii. W Polsce pracownicy są też dużo tańsi niż w Stanach Zjednoczonych, a koszty rozmowy telefonicznej można zredukować, wykorzystując internet. Zamiast 2,44 zł za minutę trzeba zapłacić zaledwie ok. 20 groszy.
Nauka angielskiego przez telefon
Madej zajął się organizacją call center. Pod koniec 2001 r. zarejestrował spółkę 7geo. Zatrudnił na początek dwie osoby, potem kolejnych 30 pracowników zajmujących się telemarketingiem. Po roku okazało się, że koszty biura w Krakowie są trzykrotnie niższe niż call center w Stanach Zjednoczonych, a skuteczność w sprzedaży wygląda podobnie. Z ponad 50 rozmów przeprowadzanych nocą przez każdego telemarketera sukcesem kończy się 4-6. Sukcesem, czyli zgodą na zakup urządzeń, których montażem i finalizacją transakcji zajmuje się następnego dnia w Chicago ekipa Roberta Lupy. Najlepszy sprzedawca, Radek, w ciągu jednego miesiąca znalazł nabywców na 23 systemy. Udało mu się także sprzedać zestaw osobie, która nie ma telewizora.
Wśród sprzedawców są głównie studenci, znający co najmniej język angielski, ale i tacy, którzy mówią po hiszpańsku. Ich wynagrodzenie ustalane jest prowizyjnie od sprzedaży: w ciągu dwóch tygodni można zarobić nawet do 4 tys. zł brutto.
Podstawowym produktem sprzedawanym przez 7geo na amerykańskim rynku są zestawy Dish Network, ale pracownicy krakowskiego telemarketingu pośredniczą również w sprzedaży nieruchomości i telefonów komórkowych. Paweł Madej nie chce zdradzać wysokości przychodów firmy, mówi o kilkuset tysiącach dolarów rocznie.
Obroty 7geo mogą się znacząco zwiększyć w ciągu tego roku, gdy pełną parą ruszy najnowszy pomysł szefów firmy - nauka języka angielskiego przez telefon. Idea jest bardzo prosta: zamiast sprzedawcy przy telefonie w Krakowie siada lektor i razem z klientem przerabia materiał z podręcznika, który wcześniej 7geo dostarczyło pod wskazany adres w USA. Taka indywidualna godzinna lekcja w krakowskiej firmie kosztuje około 13 dolarów, gdy tymczasem w szkole językowej w Stanach w grupach pięcioosobowych minimum 25-30 dolarów. - Tę usługę planujemy rozszerzyć także na grupę hiszpańskojęzycznych emigrantów - mówi Madej. Trochę tylko szkoda, że żaden z nich nie będzie wiedział, że w angielszczyźnie został wyszkolony w Krakowie.
Oryginał w: (http://profit.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=2066
|